Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Oto jest KSIĄŻKA!

środa, 20 stycznia 2010 23:22 Skocz do komentarzy



Wichrowe wzgórza

Emily Jane Brontë

 


 




Już sięgając po tę książkę, wiedziałam, że będzie niezła. Ale nie sądziłam, że kończąc ją, uznam ją za najlepszą. Ten kto powiedział, że Wichrowe wzgórza to romans i powieść o miłości, albo w ogóle ich nie czytał, albo nie dostawało mu rozumu. Co to za romans w którym ukochana umiera przed połową książki? Błagam, ludzie, myślcie czasami!

 

 

 


 


Wichrowe wzgórza to historia dwóch pokoleń do której punktem zapalnym była osoba Heathcliffa - jego zły charakter, miłość do Katarzyny, a później zemsta. Tak w ogólności. Przez powszechnie powtarzane przekonanie, że Wichrowe wzgórza to opowieść o wielkiej miłości Heathcliffa i Katy bardzo długo nie czytałam tej książki, choć jako powieść z XIX wieku, pisana przez kobietę i zaliczana do klasyki literatury angielskiej, normalnie byłaby na pierwszym miejscu moich zainteresowań czytelniczych. Pokusiłam się o przeczytanie tej książki dopiero kiedy doszły mnie słuchy, że nie tylko miłość błąka się po kartach tej książki, ale i można uświadczyć innych, nieco bardziej ambitniejszych motywów literackich.


 


 

 


Co więc poza romansem głównych bohaterów można odnaleźć? Sam romans - pokazany niezwykle oryginalnie, dziwny, skomplikowany, wielki. Czarny i nieśmiertelny, destrukcyjny dla samych zainteresowanych i wszystkich pobocznych. Ale Wichrowe wzgórza to dramat, nie romans. Nie ma tu miejsca na słodkość, uprzejmość i ogładę. Jeżeli tylko takowe ludzkie zachowania próbują zaiskrzyć, zawsze w odpowiednim momencie pojawi się Heathcliff i wszystko pomalutku zniszczy. Tu, na wietrznych rozległych rozsłonecznionych wrzosowiskach, po cichu niezauważalnie przez innych ludzi wszystko najpierw wybucha miłością głównych bohaterów, a potem rozchodzi się grzyb poatomowy ich charakterów i wszystko w zasięgu promieni letniego słońca zaczyna powoli więdnąć. Każdy bohater pomalutku umiera i choć wtedy zawsze zastępuje go jakaś inna postać, tak że ilość bohaterów utrzymuje się na poziomie siedmiu, sześciu, to do końca książki pozostaje ich tylko dwoje. Długo myślałam, że Wichrowe wzgórza są opowieścią o wyrządzonej krzywdzie i zemście za nią. Dopiero przy jej końcu zorientowałam, że się to coś więcej. To wspaniale uknuta przez autorkę intryga łącząca dwa pokolenia w której prawie wszyscy kończą mniej lub bardziej tragicznie, a losy bohaterów zupełnie niezauważalnie tak się zapętlają, że aż miała ochotę bić Emily brawa.

 


 

 

Powieść jest zdumiewająco brutalna. I nie mam tu bynajmniej na myśli owego czarnego romansu Heathcliffa i Katarzyny. Ich zabójcze uczucie to pestka przy tym co się wyprawiało w posiadłości Wichrowych Wzgórz. Wszystko opisane zostało bardzo wyraźnie, a co najmniej mocno zasugerowano o co chodzi, ale choć jest brutalnie, mrocznie a momentami okrutnie, książka pozbawiona jest współczesnej dzikości i braku umiaru. Choć wydaje się, że w Wichrowych wzgórzach robiło się już wszystko, a krew spłynęła gęsto i obficie, mam wrażenie, że jednak autorka wyznaczyła w tym wszystkim pewne granice, których nie przekroczyła, a które współcześni autorzy powieści przekraczają zawsze, wszędzie, na wyścigi i ile tylko można. Dlatego chwała Emily Brontë, że umiała tak posłużyć się obrazami, sugestiami i słowem, żeby pokazać to co ma być pokazane i co ma zbudować atmosferę, iście gotycką, i na tym się zatrzymała, nie bawiąc się w kata swoich bohaterów.

 

 

 

 

 


Wszystkie postacie są tu bardzo zindywidualizowane, wyraziste i wielowymiarowe. Coś wspaniałego! Nawet narrator nie jest jednoznaczny - trzeba by się dłużej zastanowić, żeby odpowiedzieć na pytanie kto tu właściwie nim jest. Takie szkatułkowe budowanie narracji to czysta rozkosz dla mojego humanistycznego umysłu. O tak, pławiłam się w tej książce jak najszczęśliwsza kaczka w stawie. Czy polecam? Najserdeczniej - każdemu! Choć...

 

 

 


...akcja książki jak przystało na tamte czasy toczy się dosyć powoli. I może to moje lenistwo, a może przyzwyczajenie do tego, że wszystko w życiu dzieje się szybko spowodowały, że niełatwo było mi się dopatrzyć w opowieści tych uczuć bohaterów, które ponoć między nimi były. A akcja filmów, choćby ekranizacji nawet najnudniejszych powieści, zawsze robiona jest tak, że toczy się wartko i barwnie, często kosztem fabuły. Ale mimo to kiedy brakło mi już cierpliwości i chciałam ubarwić sobie kolory mojej wyobraźni, obejrzałam ekranizację, dwie naraz za jednym zamachem. A oto wnioski z refleksji:



Wichrowe wzgórza [1992]

 

 



Nie bez powodu ekranizacja uważana za najlepszą spośród wszystkich. Głównie, a może tylko ze względu na postacie Katarzyny i Heathcliffa, granych przez Juliette Binoche i Ralpha Fiennesa i zagranych wspaniale - tak, że lepiej już by się nie dało. Niestety, reszta filmu zupełnie nie dorównuje tej dwójce. Wątek miłosny wyolbrzymiono do nieprawdopodobnych wprost rozmiarów, tym samym tłamsząc wszystkie inne. Najbardziej zgrzytałam zębami na tak po macoszemu potraktowaną historię Isabeli Linton - w książce długą i szeroką, tu skwitowaną jedną sceną, beznadzieją i nawet nie znajdującego logicznego uzasadnienia z pozostałą częścią filmowej fabuły. Byłam tak zrezygnowana i zdegustowana po tym wykręceniu się sianem przez twórców, że nawet nie zwróciłam uwagi na to, iż redukując wątek Lintona do dwóch, trzech scen, obcięli niemal pół akcji książki.


Pozostawało pocieszać się postaciami - przemiłą i rozgarniętą Nelly, która była tu zdecydowanie za ładna i odpowiednio ciapowatym, gburowatym i schamiałym, uroczym Haretonem.


Niepomna na nagromadzenie różnorakich ckliwych, nieco trącących kiczem scen i zagubienia większości fabuły wraz z charakterami postaci pomniejszych, przyznaję rację tym którzy mówią, że to najlepsza ekranizacja. Katy i Heathcliff są postaciami oddanymi doprawdy wspaniale, a to, że jedna aktorka zagrała role i matki i córki, robi uderzająco dobre wrażenie, tym bardziej, że gra aktorki i tu i tu jest równie wyśmienita.


 

 


Wichrowe wzgórza [1998]


 

 


Tu mamy film nowszy, zrealizowany bardzo poprawnie, z doliterową niemalże starannością i nic ponadto. Akcja jest tu dłuższa, w dużej mierze nie rozbija się na zamykaniu różnych wątków w pojedynczych scenach, ale zupełnie brak jej atmosfery książki, a aktorom jakby naturalności. Najbardziej przykra jest postać Heathcliffa. Mattew Macfadyen zdecydowanie nie został stworzony do odgrywania roli przystojnych gburów i skończonych chamów i choć starał się jak mógł, zdecydowanie bardziej do jego twarzy pasuje radosnych uśmiech niż ponure spojrzenie. Niemal wszystkie postacie są tu nieco sztywnawe, a już na pewno kiedy porówna się je do filmu z roku 92. Jedne co się tu naprawdę udało to Edgar Linton. Jest właściwie dokładnie taki jakiego go sobie wyobraziłam czytając książkę, idealnie taki jaki być powinien.


 

Ale i tak, najpierw powinno przeczytać się książkę.


A morał? Nie zadzieraj z melancholikiem - zniszczy ciebie, twoje dzieci i wszystko w promieniu swojego zasięgu. Nie będzie się z tym śpieszył, ale dopracuje plan w najdrobniejszych szczegółach. Strzeż się :P

 

 

 


Abi

Komentarze do wpisu

Skocz do komentarzy
  • dodano: 17 marca 2010 14:57

    Uwielbiam Wichrowe Wzgórza... to taka porywająca historia... za każdym razem, gdy o niej myślę, wysuwają się nowe szczegóły i myśli. Jest tam tyle przemyślenia, ukazane są ludzkie charaktery, ale bariera istnieje. Nie jest to słodka miłość, szczęśliwa miłość, nie jest to nawet ukazana miłość! Brak mi słów, to taka świetna książka...

    autor: bookworm

    blog: mol-ksiazkowy-bookworm.blog.onet.pl

  • dodano: 07 lutego 2010 23:25

    Wybacz Megi, ale Tobie do melancholika raczej jest tak daleko jak Alpom do Oceanu Indyjskiego xD Od lat, lat fascynuję się temperamentami, a Twój jest tak wyraźny, że mogę Ci powiedzieć tu i teraz, żeś NIE melancholikiem

    Anhelli, bardzo się cieszę, że zyskałam tą recenzją Twoją aprobatę :) Zakończenie książki jest doprawdy nadzwyczaj udane! I muszę powiedzieć, że masz oryginalne spojrzenie na to czym jest esencja kobiecości. Chimeryczność, zmienność, gwałtowność! Och, dobrze, że nie jestem mężczyzną bo byłabym po takiej charakterystyce nieźle uprzedzona xD

    autor: Abi

  • dodano: 25 stycznia 2010 11:43

    Heh... morał super. Zwłaszcza, że większość osób i test na temeramenty mówią, że jestem melancholikiem. :D A Wichrowe przeczytam jak uwolnię się od Kotlera, Begga i reszty marktingowych autorów.

    autor: Megi

  • dodano: 22 stycznia 2010 13:23

    Pardon za pomyłkę, dla mnie to bez różnicy, ale rozumiem i więcej się nie pomylę.

    Wczoraj leciał serial na podstawie tej książki na TVP2, ale niestety był tak żenująco głupi, że musiałam zaprzestać oglądania, aby nie stłuc butem ekranu. Wichrowe wzgórza mają w sobie wielki pokład emocji, jako że jest to typowo gotycka opowieść, przez to też, niektórym spośród widzów i czytelników, może wydawać się przejaskrawioną formą wiktoriańskiego romansu - to tak w dużym cudzysłowie - ale jak dla mnie, Emilly wykazała się wielkim talentem, bo dość już w literaturze szczęśliwych, przesłodzonych zakończeń, dość dwubiegunowych postaci, podziału wyłącznie na biel i czerń. Heathcliff jest wstrząsająco realny, bo po prawdzie otacza nas wielu takich jak on, natomiast Katarzyna jest esencją kobiecości, której chimeryczne nastroje wstrząsają uporządkowanym, logicznym światem mężczyzn i chwała jej za to.
    Uwielbiam tę książkę właśnie przez to, że nie kończy się landrynkowo, za to, że dobro nie zawsze zwycięża a miłość, to nie tylko usłane różami łoże, lecz pełne cierni wrzosowisko.

    Pozdrawiam serdecznie obie duszk, oby więcej tak ciekawych tematówi ;]

    autor: Anhelli

  • dodano: 21 stycznia 2010 21:33

    Anhelli, nie "u Ciebie", a u was :) Ten blog należy do dwóch osób (do Arii i Abi), stąd nazwa A&A ^^

    autor: Aria

  • dodano: 21 stycznia 2010 18:07

    Witaj :)

    Brak mi słów, aby opisać jak tu teraz u Ciebie pięknie! Uwielbiam zmiany, w końcu jestem typowym Rakiem, żywioł wody strasznie niestabilny. Szablon pierwsza klasa a wykończenia... Grrr! Aż ci zazdroszczę.
    Co do recenzji, która również wspaniała, przyznać ci muszę, że poczyniłaś spore postępy w zakresie pisania. Jestem pod wrażeniem i zyskałaś moje uznanie. Wichrowe wzgórza należą do moich ulubionych książek a film, który mam na DVD oglądałam już tysiące razy, aż martwię się o kopie, czy wytrzyma tę pasję.
    Jeszcze raz oklaski za formę i treść, szablon bellissima! Ponadto na tak oprawionej stronie doskonale operuje mi się kursywą.

    Ps: Postaram się wkrótce napisać coś więcej o treści... ale teraz muszę ochłonąć :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    autor: Anhelli

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 32378

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Dla nadgorliwych ;)

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

A&A!

"Bo A&A jest utkane z optymizmu i kolorów barwnej rzeczywistości!"

Zapraszamy serdecznie do korespondencji z nami:

abi.aria@wp.pl

gg Abi - 8016528
gg Arii - 3274919

Liczydło A&A

Odwiedziny: 32378
Wpisy
  • liczba: 88
  • komentarze: 426
Bloog istnieje od: 343 dni